Milczenie na krańcu myśli
widzisz pośrodku głowy
w samym wnętrzu myśli
wiesz o co chodzi
wisi ,wiszą
leży ,leżą
marzenia zakurzone
marzenia dobrze ułożone
warto ruszyć na pokładzie dnia szarego
wyciągnąć
na pokładzie rozsmarować
a słońca nabiorą
na dzień wyjdą i twoje spełnione marzenia
nie a może doścignione.
Milczenie na krańcu myśli
widzisz pośrodku głowy
w samym wnętrzu myśli
wiesz o co chodzi
wisi ,wiszą
leży ,leżą
marzenia zakurzone
marzenia dobrze ułożone
warto ruszyć na pokładzie dnia szarego
wyciągnąć
na pokładzie rozsmarować
a słońca nabiorą
na dzień wyjdą i twoje spełnione marzenia
nie a może doścignione.
kocham inaczej niż wielkie słowa
w oczach strach i odbicie
tak to jego głowa
miłości mej?
czy strachu jedynego?
nie znam innego uczucia
gorszego
strach...
niepewność...
w szponach na życie wygląda
serca ukłucie
zastygłe łzy
w kąciku mego oka...
kocham inaczej niż wielkie słowa
w oczach strach i odbicie
tak to jego głowa
miłości mej?
czy strachu jedynego?
nie znam innego uczucia
gorszego
strach...
niepewność...
w szponach na życie wygląda
serca ukłucie
zastygłe łzy
w kąciku mego oka...
zerwali z twarzy płatki róży
ze skórą obdarte bardziej czerwone
na czole dwa kwiatki przyklejone
jeden żółty
drugi zaś czerwony
nie od krwi od barwy serca
dojrzałe nie zielone
ogrzewane szeptem
maczane w chmurach
nasiąknięte łzami
wiąż wspina się
wiąż w góre
aby spacerować po życia zboczach
po marzeniach
po wysokich górach
wyżej
w słońcu
po wysokich chmurach
gdzie niebo bardziej widać
nie inni mniejsi
daleko
na ziemi
a w raju
do nieba wzlatuje anioł za aniołem
czy ja niezdolny?
czy ja ułomny?
w niebie jestem
prawie
u nieba bram...
gdzieś wysoko
gdzieś pod nami
płynie rzeka z dobrymi uczynkami
na wodzie się unoszą
na powierzchni wypływają
z głębi już jaśniejsze
nie przyćmione
ani nawet słowem ostrym
nie ranione
płyną z nurtem życia
w naszych podziemiach wysoko
a gdzie ty płyniesz?
z prądem
czy pod prąd
w głębi
czy na powierzchni
już widziałeś
nie wiem lecz pytam
abyś przypadkiem
nie wyciągnął
a dalej płynął
łapiąc swoje kopyta...
kiedy spadną anioły z nieba
na ziemie
z góry na dół
z piedestały na krawężnik betonowy
kiedy anioły zlecą z samej góry
śpiewać będą
wychwalać je anielskie chóry
i wtedy zgubisz się pośród nich
odbicie znajdziesz jednak w każdych oczach
nim się obejrzysz
aniołem będziesz
do nieba wrócisz
tam gdzie twe miejsce
od przyjścia na świat
tam gdzie twoje miejsce
gdzie serce przyklejone
i wtem patrzeć poczniesz
z nieba w naszą stronę
i opiekę jak skrzydła rozłożysz
aniołem jesteś
ja w ciebie wierzę...
w łodzi podczas sztormu
nic nie znika
nic nie ginie
wszystko zostaje w morskiej głębinie
nawet beczki z prochem
bronią na lądzie na nic się zdadzą
na ni złota sztaby
ciągną w dół
w głąb za sobą
na nic
a człowiek potrafi pływać
jeszcze jak!
chyba złotem obkręcony
chwyta się beczki prochu
fajkę żarząc zadowolony...
kiedy jeszcze wrócę do domu
ciepłego
do domu słońcem,
wiatrem smaganego
kiedyś zwykły
na Ziemi powszednie sprawunki głowę zajmują
dusze osłabiają
kiedyś wrócę
jeszcze nie czas
nie mogę
nie spojrzenie za siebie
wołam o litość, trwoga
odwraca od powrotu
do świata kiedyś jeszcze wrócę
do domu ciepłego
do domu słońcem ciepłym
powiewem malinami pachnącym smaganego
kiedyś zwykły
na Ziemi powszednie sprawunki głowę zajmują
dusze osłabiają
kiedyś wrócę jeszcze
nie czas nie
mogę spojrzenie rzucić na trwogę
powrócić do świata
jeszcze nie za późno
teraz już jestem!
jakie wielkie oczyska
jakie wzdłużnie pocięte
tylko zobaczyć strach
większe oczyska może i ma
ale nie porównanie
ale nie do postrachu
słońce dalej świeciło
nikt nie żył już szczęśliwie
a jutro miało być wesele
tylko strach stał na czele
i paraliżował
i ust wargi ściskałnie wypowiedzieć
co serce niesienie dać wyrazu
powinno być pięknie
przeto od razu
a tutaj strach
uciekł spętany mocą uczucia
wielkością zakochanych
ostatecznie mówię nie miejsce i czas na zadłużenia
na dziwne postawienie sprawy
na zemstę za niewinność
od tak, taki kaprys w powietrzu wisi
dlaczego nie skorzystać
nie wbijać szpili ostrej w samo serce duszy
z mózgu powietrze wypuścić
ogłupiałym się stanie
już więcej nie będzie przeszkadzał
w moim niecnym planie
pozbawienia uśmiechu świata
oprócz mnie
ja mam wyłączność
ja mam kaprys i wielkie pragnienia
a inni?
a inni niech spiszą na kartkach
swoje westchnienia
i wyślą
a dokąd?
to już nie moja rzecz
ja jestem szczęśliwy i ode mnie
co najwyżej precz!
człowiecze precz!
skomentuj (0)
powieka łzą zwilżona
jeszcze bardziej przylega
bardziej w skrajnym wyczerpaniu
bardziej w nocy
póki błysk nas nie rozłączy
w miłości unosimy ponad wszystko i ...
daj mi dłoń
w moją wpleciona bezpieczniejsza
a na ustach twoje imię ...
nieprzytomne słowa w usta wciśnięte
pozamykane kanaliki zmysłowe
z cieczą sączącą
wydostać próbuje nad wyraz
wiem żwawo
człowiek reaguje
kiedy myśl jedna wyprzedza kolejne
a usta nie wiedzą
zaniemówiły
nie mają wystarczającej wiedzy
dość doświadczenia
aby wypowiedzieć wybraną myśl
w frazę zmienić
nadać odpowiednie brzmienie
wtem bierze pióro i pisze
odpływając
zatapiając się bez reszty w kartce papieru
słów gęstwinie przelewanych
jakiś cel
uciekam przed światem
w moją niepamięć
uciekam
nie tracą chwili
ani tchu nie tracą
uciekam
nie ma już mnie...
nawet powietrze szarpie
ale co
ale z czego
podarły nawet skrzydła
na szorstkim blacie
płaskiego stołu nawet
nawet
kiedy marność jest większa
kręci beznamiętnie życiem
składa głowę na pół
rzadziej w pół
większe są wtedy zapędy do panowania nad myślami
do wzięcia w swoje szpony losu drugiego
w pół złożone ciało
nawet gdy rozgrzane nagie
zimnym dreszczem emocji przeleciało
wszystko
co było
jest
co będzie
tylko warto poczekać
naukę przyjąć
pewnym być
nie jak
a kiedy człowiekiem jest się wszędzie...
o miłość do siebie samego...
na nieumyślnych obszarach swojego strachu
wypełnia on całego
całe ciało
o duszy nie wspomnę
przeciw wszystkiemu
odnajduje się w nicości
nie wiedzieć czemu nie żąda
nie chce
nie potrzebuje litości
a łza ciśnie się przez oko do oka drugiego
nie pomijają głowy
rozumu świeżegoj
uż nie taki świeży
skoro łzą obmyty
inny ostaje
na trampolinie odbija swe zamysły
na lepsze spożycie
na lepsze obcej krwi picie
nie patrzą z nim w jednym kierunku
głowy nie skorzy nawet zwrócić
tylko jedno w czubie
tylko jedno
jak przewrócić i podeptać
ale podnosi się krok po łzie
minutę po sekundzie
dla kogóż on wart jest
choćby okruszek chleba tej ziemi??
wzgardził tym światem i walczy już nie z wiatrakiem
a z sobą
a z duchem swoim
o lepsze postradanie
o lepszą zapaść w duchu
wiem gdzie jestem
ale po co na progu siedzę
tego nikt nie w stanie powiedzieć
tylko stwierdzi
podoła
gdzieś jest życie
gdzie twoi przyjaciele
a gdzie jest życia ziemskiego szkoła
w kieszeni zmiażdżona
pomiędzy komórka a empetrójką
przeciska się ostatkiem sił
a ty gdzie życie chowasz??
gdzie jesteś?
pytam się
gdzieś jest?
duszo moja
kiedyś czysta
teraz tylko biała
bez potrzeby
bez konieczności
otwierają drzwi miłości
ale gdzie dusza podziała swe odbicie
w sercu człowieka
na niskim dole
nie daj Boże
wysokim szczycie
wielkie niewiadome
co w głowie
co na ramieniu siedzi
często razem z duszą
w każdej ciemnej nocy zatopione
w głowie tylko pytań bez odpowiedzi
ilości nie do przetrwania
naszpikowane
nadziane na marzenia do spełnienia...